Przez większość swojego życia byłam samotna. W takim sensie, że... brakowało mi miłości od drugiej osoby. Nie mówię tu o rodzicach bo poniekąd ich miłość otrzymałam. Jednak oni nie zastąpią mi 'tego czegoś'.
Zawsze chciałam kochać i być kochaną. I nawet dwa razy mi się zdarzyło lekkie zauroczenie. Dwa związki, które rozpadły się przeze mnie bo ot chciałam się pobawić, zobaczyć jak to jest, poznać nowe rzeczy. Nigdy nikogo nie kochałam ponad siebie. Nigdy.
I wiecie co - pierwszy raz w życiu jestem zakochana. Teraz. Tak bardzo, bardzo, że codziennie potrafię wchodzić na profil tejże osoby, żeby przeglądać jego zdjęcia i uśmiechać się jak głupia.
Straszne, wiem. Nie jestem psychiczną dziewczyną, o nie. Daleko mi do takiej. Ja po prostu chcę szczęścia.
A teraz najśmieszniejsze - od niedawna piszę z tą osobą. Codziennie. Ostatnio miał urodziny, złożyłam mu życzenia.
Ale jest we mnie coś, co mówi mi, że to od tak wszystko spierdolę. Ja. Nie on. W końcu to ja potrafię spierdolić wszystko, a przynajmniej za taką się uważam. Okropne uczucie.
Czuję, że się narzucam, że on nie chce ze mną utrzymywać kontaktu. A ja tego potrzebuję. A jak wszystko zgaśnie? Co wtedy?
Jeśli coś gaśnie, wypala się trzeba... trzeba dolać benzyny! Ale.. Ja nie wiem czy takową mam. A nawet jeśli to i tak jej nie użyję, bo nie potrafię. To zabawka dla dorosłych, odpowiedzialnych ludzi.
"Cause I can't make you love me if you don't
You can't make your heart feel something it won't ..."
A jeśli nigdy nie byliśmy sobie pisani. Co teraz?
Czy jeśli...
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz