music

piątek, 17 marca 2023

Preludes, op. 28. No. 4

 Niezmiernie mi przykro, że w 2022 roku, nie został opublikowany żaden post. 

Ż a d e n.

Chociaż wiem, że kilkukrotnie odwiedzałam bloga, żeby upewnić się iż dalej istnieje. I w rzeczywiści dalej istnieje, ale chyba nie u mnie, nie w moich rękach.

Drodzy widzowie, słucham Chopina i doceniam polską muzykę. Aktualnie: Preludes, op. 28. No. 4. W zasadzie to nie tak, że sama z siebie zaczęłam słuchać muzyki klasycznej granej na pianinie. Osobiście bym nawet rzekła, że większym fanem jestem muzyki granej na gitarze akustycznej niżeli pianinie, ale co tam, źle nie jest. 

Preludes natchnęło mnie, żeby może poruszać trochę palcami po klawiaturze i napisać co myślę, co uważam o tym czego teraz słucham.

Ujmując najściślej jak tylko potrafię, czuję ogromny ból egzystencjalny w trakcie słuchania. Tak jakby sam autor skomponował muzykę dla mojego wnętrza, dla mnie. Potrafię wyobrazić sobie w głowie obraz mężczyzny siedzącego na sali, oświetlonego żółtym światłem, które pada tylko na niego, wokół cisza a cała widownie gruntownie śledzi jego ruchy nadgarstkami tuż nad białymi klawiszami, dając tym samym swoim wyobraźniom pole do popisu. Mężczyzna ma zamknięte oczy i jedynie co jakiś czas otwiera je spoglądając w dół, jakby upewniał się, że widownia również przeżywa to co on w środku. 

Muzykę klasyczną ciężko z reguły opisać, ale to co ona wywołuje w nas samych w bardzo prosty sposób można przedstawić. 

A im starsza jestem, tym mocniej doznaję i rozumiem ową muzykę. Jakby... nie każdy artysta był przeznaczony dla każdej grupy wiekowej. Do pewnych utworów trzeba dorosnąć, a przynajmniej taka moja opinia. Sama po sobie widzę, że gdy byłam gównażerią, Chopin nie szedł w parze z moim gustem muzycznym, a im bliżej mi do smutnego, melancholijnego życia dorosłego osobnika, tym większe emocje wywołuje to we mnie. 

Genialny utwór. Na pewno wiele docenia ale i wiele dopiero doceni. 

A.

piątek, 8 października 2021

22:08

 Jestem troszeczkę wkurzona

i nie myślę trzeźwo. 


Więc przepraszam z góry za ten post, może i nawet go usunę potem, ale potrzebuję wpierw wyładować negatywne emocje, a jak inaczej to zrobić aniżeli nie przez pisanie?


Oooof, już mi lżej, troszeczkę. Czy to dobry pomysł słuchania głośno muzyki na słuchawkach? No jasne. Więc, no ten. 

Smutno mi. Jestem rozczarowana, ale to nic nowego. Co najlepsze zawiodła mnie znowu ta sama osoba, i jak ja mam z nią jakkolwiek wspólpracować, gadać, śmiać się, gdy ona sama sprawia, że mam niechęć do niej? 

Drodzy widzowie. Smutno.

sobota, 21 sierpnia 2021

Hej.

 Hej.

Cześć.

Drogi widzu, słuchaczu, obserwatorze.

I CAME BACK. Wielki powrót 2 najsłynniejszej bloggerki wszechczasów. Nie no, żartuję. Kto normalny wraca po roku czasu i pisze jak jest mu smutno. Na pewno nie ja!

A jednak.

Hej. 

Dalej nie zmieniłam opisu na głównej bloga. A powinnam, nie mam już 18stu lat, chociaż bym chciała. Śmieszny paradoks - jak miałam 10 lat bardzo chciałam mieć już 18naście, a kiedy jestem młodą dorosłą, znów chciałabym wieść beztroskie dziecięce życie. A CO U WAS? Bo tylko ględzę o sobie jak najęta nigdy nie pytając co u was. Kimkolwiek jesteście.

Ahoj, przygodo! 

Chciałam dziś poruszyć ważną dla mnie kwestię bo tak jakby... dużo tu pisałam o jednej osobie. Chociaż nie do końca jestem pewna czy 2 posty to dużo. Huh? No dobra, a chodzi o osobę do której dech straciłam a oczy mi błyszczały na sam jego widok.

A więc (tak wiem, taki JUtuber) jesteśmy sobie. Żyjemy gdzieś oddzielnie, ale! Widzieliśmy się dwa razy. Ogólnie rzec mogę, że pierwsze nasze spotkanie to było coś okropnie stresującego. Spotkaliśmy się u mnie, bo go zaprosiłam gdyż pogoda (oj pogoda!) doskwierała, a raczej jej żar lejący się z nieba. I było fajnie. Nawet magicznie. Złapaliśmy wspólny język a godziny leciały. Nie odczuwaliśmy upływającego czasu, tak oboje, bo SAM, sam mi powiedział.

Drugie spotkanie zaliczyliśmy na mieście, przy Wiśle. Było lepiej niż za pierwszym razem bo mniej się stresowałam, ale i tak, zawsze coś musiało gryźć moją głowę od środka. Na pożegnanie przytuliłam go dwa razy bo tak bardzo nie chciałam się rozstawać (nawet teraz jak to piszę to łapię się za twarz, było tak milutko!)

Ale chyba ostatnio coś się popsuło. Znaczy... Ja sobie tylko gdybam. Bo raz zaprosiłam go ponownie do siebie to musiał dzień przed odwołać spotkanie, gdyż dziadkowie byli w potrzebie. I tak czuję, że kilka dni później coś się zaczęło dziać, psuć, nie wiem jak to nazwać. W pewnej chwili napisał mi, że ma (naprawdę nie chcę przeklinać w tym poście, ani nigdzie ALE CUSZ) - wyjebane. I trochę mnie to hitnęło więc zapytałam czy na wszystko a on odparł, że chyba tak. Dodał później, że ma to swoje minusy ale i też plusy. 

Auć, nawet teraz zabolało. 


I nie wiem co myśleć, ogólnie taki suchszy się stał w stosunku do mnie. Może uda mi się namówić jego osobę na spotkanie. 

Inaczej uschnę.

Z utęsknienia, rozżalenia.

Z tych negatywnych emocji.


Hej! Napiszę wkrótce.




A.

poniedziałek, 18 maja 2020

Na samotną noc.

Dreptam powoli wśród nocnych gwiazd,
Spokojnie otulam oddech w me płuca,
Palcami przebieram pasma Twych włosów,
A cisza mi uszach brnie upodlająca,
I spycha me ciało w twór mych myśli.
Nie wielbię tych ciemnych miejsc,
Nie wielbię gdy ziszczająca
Zaczyna się ukazywać iskierka w Twych oczach.
Błękitne jak niebo, jak strumień nad rzeką,
Pamiętasz to miejsce,
Przy moście, jak rośnie koniczyna nasiana,
Siedzieliśmy do rana, do wschodu słońca,
Aż w końcu po raz pierwszy poczułam się - pokochana.

sobota, 2 maja 2020

Krótkie sny

Wstałam dzisiaj z łóżka, z nadzieją że coś się w mym życiu zmieniło, gdy mnie chwilę nie było, ale jak zwykle - nic się nie wydarzyło. Stanęłam na wadze i spojrzałam na cyferki wyświetlające się przed moimi stopami. 
Schudłam.
Znowu.

Ostatnio zdarza mi się spać nieregularnie i kłaść się do łóżka również - nieregularnie. Często liczę oddechy, przewracając się z boku na bok i wyobrażam sobie, co by było gdyby...

Nie zliczę włosów, które trzymałam wytargane przez szczotkę w mej ręce, nie zliczę braku tchu i płytkiego snu. 
I koszmarów zamiast pięknych słów.
Przed oczami mam obraz z przed dwóch tygodni. Wciąż zadaję sobie pytanie: czemu to zrobiłam? I dlaczego byłam na tyle nieodpowiedzialna?

żyję w amoku niespełnionych marzeń i boję się, że nigdy nie przestanę.

środa, 22 kwietnia 2020

Nie wiem...

To może dzisiaj tak szczerze, co u mnie?
A no żyję spokojnie, starając się nie wadzić nikomu.
Nawet na tej cichej wysepce, oddalonej od większego skupiska.
Oddycham, rozmawiam, śmieję się. Jak zawsze z resztą.
Tylko bez wyrazu. Bez namiętności, uczucia. Bez niczego. 
Mam zadań domowych ponad głowę, staram się powoli nadrabiać.
Bo jak chodząc do szkoły miałam choć trochę jakiegoś samozaparcia,
tak teraz nic kompletnie do mnie nie przemawia.
Czuję się trochę jakbym nie istniała. Jakbym żyła w amoku, z którego powoli się budzę.
Ale co ja tam wiem.. Mam tylko parenaście lat. 
Ale no.. wracając. Naprawdę mam dużo zadań.
Szczególnie z przedmiotów teoretycznych. Kompletnie sobie nie radzę.
Czasami nawet nie mam pomysłu jak zrobić cokolwiek przez co zostałam 
oceniona na ocenę niedostateczną.
Ale... to nie moja wina. 
Będą szczerym, powoli odchodzę odchodzę od wszystkiego.
Już nie piszę krótkich shotów, opowiadań.
Nawet nie próbuję bo na samą myśl mi niedobrze i psychicznie się wykańczam.
Ostatnio usłyszałam, że jestem leniem, może faktycznie tak jest?
Może moje lenistwo bierze się z braku szkoły? Z braku zajęć?
Moje lenistwo bierze się z braku chęci do dalszego funkcjonowania.
W tym chorym świecie...
Dziś świeci słońce, za chwilę pada deszcz by po dwudziestu minutach
znów wzeszło słońce. 
A potem znów sztorm zakrywający chmurami ostatnie szczęśliwe wspomnienia.

wtorek, 4 lutego 2020

i have no strenght

Znowu się gubię,
boję
i płaczę.

Dziś pierwszy raz od bardzo długiego czasu popłakałam się z bezsilności.
Złapało mnie to nagle. I nie chciało puścić.
Zaczęło się chwilę po skończeniu filmu, albo w trakcie?
Poczułam jak winię się za rzeczy, które do tej pory zrobiłam.
Ręce mi drżały przy jedzeniu owsianki.
I jeśli mam być szczera, to nawet nie chciało mi się jej kończyć, co jest
nie do pomyślenia.
A potem sztorm uderzył.
 Złapałam swój statek za żagle, podniosłam szalupy, ale nim się zorientowałam,
tonęłam w słonych wodach oceanu.
I poszłam na dno, wraz ze statkiem.
I leżę, nie wstaję. 
Nie wołam o pomoc, bo i tak nikt nie usłyszy.
Wszyscy są głusi, nawet ci co składali obietnice, że nie będą.