music

wtorek, 2 lipca 2019

Nienawidzę siebie.

Uwaga - post na spontanie. Ot tak wzięło mnie teraz na mówienie prawdy, o sobie. Nie wiem czy opublikuję tego posta, pewnie tak, ale... nie wiem.



Tak więc... trochę o mnie, o moim życiu i tego jak bardzo go nienawidzę.






Znowu czuję się jak gówno. Zjedzone, wydalone i rozdeptane ponownie. Nic nowego, hah. Od kilku albo i nawet kilkunastu miesięcy czuję się zmęczona. Wszystkim. Nie mam czasu na szczęście, na cieszenie się ulotnymi chwilami. Nawet.. nawet nie mam tego szczęścia. Wybaczcie, że pisze chaotycznie, masło maślane czy coś, ale jak mówiłam - spontan.

Wstanie z łóżka, pójście do toalety, umycie włosów - to takie... ciężkie do zrobienia. Jeśli mnie wyśmiejesz - proszę wyjdź. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, co jest nie tak? Czy to siedzi w mojej głowie, jakiś problem, czy po prostu taka jestem? Bo różne charaktery się rodzą. Ale żeby aż takie... takie beznadziejne jak ja?
Wiecie co - mam dosyć tego, że codziennie patrzę w lustro i widzę same kompleksy. Już dawno... albo i w ogóle, tak - nigdy nie powiedziałam o swoim wyglądzie dobrego słowa. Nie widzę nic na plus. Wszystko co posiadam od urodzenia najchętniej bym zamieniła, na coś lepszego, na coś z czego będę w końcu zadowolona.
Potrafię się rozpłakać, gdy patrzę w lustro i widzę to gówno gapiące się na mnie. Ten krzywy ryj, krzywe palce i wypadające włosy. Chce mi się płakać... Wypadające włosy - mój koszmar.


Jeszcze charakter... Okropny charakter. Pamiętacie ile razy pisałam, że zepsułam z kimś relacje, że nie chce wchodzić w nową, angażować się bo i tak to wszystko szlag weźmie? Zapewne. Wszystko zniszczyłam ja. Bo jestem psujem, który nie potrafi docenić to co ma pod nosem. Będzie patrzył do innego, czyjegoś talerza i porównywał go do swojego. Taka moja natura. Beznadziejna swoją drogą.


Lęk społeczny.


To co może teraz trochę o nim? Czy za dużo już was nim zanudziłam? Wiecie jakie to uczucie, gdy ciągle za coś przepraszacie? Gdy bierzecie każdą winę na siebie?
Wiecie jaką robią minę rodzice, gdy dowiadują się, że boisz się podejść do kasy i zapłacić za coś?
Jestem takim zerem społecznym, że !uwaga! może się zaśmiejecie teraz, ale mam problem pojechać gdzieś na rowerze. Mam wrażenie, że przeszkadzam tym ważniejszym na drodze - kierowcom samochodów. Bo wiecie - trzeba wymijać, a jak z drugiej strony jedzie samochód a przed nami rowerzysta to trzeba zwolnić i potem znowu się rozpędzać. Więc czuję się taką zakałą drogową i coraz częściej unikam pojechania rowerem gdziekolwiek. Dzięki temu, straciłam trochę szczęścia z jeżdżenia.




To takie smutne. Mdłe. Wstrętne.
To moje życie.
Tak bardzo go nienawidzę.
Tak bardzo chciałabym je zamienić na inne, na lepsze, gdzie pokocham siebie.

Jak to jest kochać samego siebie? Nie widzieć okropnej sylwetki i twarzy w lustrze?
Jak to jest... akceptować samego siebie?



Czuję się taka zepsuta od środka. Jakby nic tam pozytywnego już nie było. Jakby te ostatnie promyki powędrowały siną dal. A ja nie chcę tak żyć. Nie chcę w ogóle żyć.