A chciałbym mieć w życiu łatwiej. I prościej. I żebyś Ty zawsze przy mnie był. I zasypiał i budził się przy moim boku. Żeby życie było łatwiejsze, mógłbym zrobić tak wiele.
Ale prawda smutna i bolesna. Ciebie nie ma. Ja znikam. Powoli rezygnując z siebie, opadam na dno. A kto mnie odnajdzie, podniesie i powie, że nie było warto?
Nikt.
I znowu sam wśród czterech ścian zasiadam. I znowu szare ściany, bloki a nawet niebo spogląda na moje senne powieki.
Gdzieś w oddali gra telewizja. Ludzie uśmiechnięci. Wygrywają miliony, miliony giną.
A ja nadal smutny, okryty bólem zaściankowej ciszy. Ciszy tak głośnej, że ciężko skupić myśli.
I słońce i deszcz razem dają szczęście. Kolorowe promyki na mej bladej skórze. Schodzę w dół, nie spoglądam w górę. Bo w górę patrzą litościwi.
I ostatni raz patrzę w dół, tak cichy i bezszelestny. I ostatni raz czuję jak wiatr muska mnie po twarzy. Łzy płyną jak rzeka w czasie burzy. I płyną i płyną, opadają na dno. A z łzami na dno opadam i ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz