Chyba bylibyście w szoku, jak dużo potrafię zacząć postów i ich nie kończyć. Zostawiać samych i smutnych bez pojedynczych słów.
Ale teraz nadszedł ten czas, czas na jakieś zmiany w pisaniu, może w charakterze. To może... zacznijmy, tak od początku.
Więc... co u mnie? Jakoś się trzymam. Jakoś - to znaczy niby żyję, funkcjonuję ale polega to na zasadzie, że w każdej wykonywanej przeze mnie czynności nie widzę jakiegokolwiek sensu. Jakbyś rzeczywiście żył ale w tym samym czasie był martwy. Skomplikowane... Jak całe życie.
Jak wiecie wróciłam do szkoły, jestem jakimś cudem w trzeciej klasie (bynajmniej nie powinno mnie tu być!) i no... uczę się, chyba. Znaczy dopiero zaczynam bo koniec końców jest ósmego września... I tyle znów nieprzespanych nocy i chęci do odebrania sobie życia przede mną, haha. Od gimnazjum szyję specjalny sznur z uczuć i emocji, na którym zawisnę jeśli dalej będzie jak jest.
A co z wakacjami?
No... tak jak szybko się pojawiły, tak szybko się skończyły. Jakoś tak czuję jakbym nie żyła w tamtym okresie, jakbym to wszystko przespała, a nie było najgorzej z moim snem. Tu - muszę się pochwalić bo chodziłam prawie regularnie spać między północą a pierwszą w nocy i wstawałam po dziewiątej rano. Nie najgorzej... dla mnie.
Trochę czytałam...
pisałam...
oglądałam i grałam...
ale jakoś tak mało wychodziłam, do ludzi (czemu mnie to nie dziwi?)
Znaczy się... no byłam z kilka razy spotkać się z koleżanką z klasy i... i tak, to by było na tyle.
Oczywiście miałam w planach wyciągnąć z domu pewnego chłopca, ale się nie udało, hah.
Haha.
Ha.
Chciałabym się cofnąć w czasie by móc zrobić coś więcej przez te dwa miesiące.
O... o... i znowu lekkie gdybanie. Przepraszam.
Chyba jestem zmęczona, w inny sposób niż myślisz.
Nie potrafię zamknąć powiek i usnąć jak normalny i zdrowy psychicznie człowiek.
Zmęczona...
A to dopiero początek nowego i potężniejszego koszmaru jaki mnie czeka przez najbliższe miesiące.
Powinnam sobie życzyć głośnego 'powodzenia', lecz zamiast tego wykrzyczę w swojej głowie 'bądź silna'.
A.